Grupy wiekowe
Propozycje zabaw- 04-08.05.2020

Majowa łąka

 

Kochane Dzieci, Drodzy Rodzice

     Rozpoczął się maj – miesiąc uważany przez wiele osób za najpiękniejszy i najprzyjemniejszy w całym roku. Dla dawnych Słowian maj był czasem celebrowania wiosny w jej pełni, radowania się z rozkwitających drzew, roślin i kwiatów. W tym czasie rozbudzona przyroda raczy nas cudownymi widokami i zapachami.

     Cieszmy się więc majem i korzystajmy z jego uroków na tyle, na ile obecna sytuacja nam to umożliwia. Pozwólmy, aby majowa łąka nas zauroczyła. I pamiętajmy, że ten wspaniały miesiąc powtórzy się dopiero za rok Uśmiech.

 

 

1. Majowa łąka w wierszu.

 

     Z naszych obserwacji wynika, że Dzieci z ciekawością wsłuchują się w różnorodne utwory literackie. Zatem w tym miejscu zachęcamy do zapoznania ich z wierszami mieszczącymi się w proponowanym kręgu tematycznym. Wiersze mogą być podstawą do rozmowy na temat tego, dlaczego łąki są ważne i potrzebne nie tylko zwierzętom, ale także ludziom.

 

„Łąka” I. Salach

 

Łąka tylu ma mieszkańców,

zwierząt, roślin kolorowych.

Tu motylek, a tam pszczółka,

tutaj kwiatek – o, różowy!

Z kopca wyszedł krecik mały,

obok niego idzie mrówka.

Na rumianku w krasnej sukni przycupnęła boża krówka.

Nad tą łąką kolorową bal wydały dziś motyle.

Zapraszają wszystkie dzieci,

więc zatańczmy z nimi chwilę.

 

„Łąka” M. Buczkówna

 

Na łąkę trzeba iść rano
Kiedy jeszcze jest rosa –
Cichutko przystanąć
I słuchać
Jak brzęczy pszczoła jak bąk a jak osa
Patrzeć jak skrzydła motyli
Zamykają się i otwierają
Jak mała biedronka
Na łódce z listka płynie
Po zielonym kołysaniu –
A potem trzeba się pochylić
Nad każdym kwiatem
I zapytać jak mu na imię

 

 

„Krecik” B. Forma

 

Jestem sobie mały krecik,
chcę by dzieci mnie poznały.
Bardzo miękkie mam futerko,
nim pokryty jestem cały.

Najśmieszniejsze moje łapki,
ciągle ziemię wypychają.
Silne, płaskie, jak łopatki,
zawsze w pracy pomagają.

Swoim ryjkiem bardzo lubię
korytarzy drążyć wiele.
Spulchniać zbite bryły ziemi,
wiercić przejścia i tunele.

Gdy na dworze silne mrozy,
w miłej norce wśród zapasów
siedząc, marzę o przetrwaniu
do wiosennych lepszych czasów.

 

„Majowa łąka” B. Forma

 

Powiał wiatr majowy,
łąka zapachniała.
Świeżą koniczyną
pokryła się cała.

Brzęczą głośno pszczoły,
pracują wytrwale.
Zapylają kwiaty,
nie nudzą się wcale.

Słońce mocno grzeje,
świat do życia budzi.
Dobry czas nastaje

dla zwierząt i ludzi.

 

 2. Zagadki słowne. Otrzymane hasła prosimy podzielić na głoski.

 

Lata nad łąką w czerwonej kapotce, a na tej kapotce jest kropka przy kropce.
- biedronka

Pióra biało – czarne, buciki czerwone. Uciekają przed nimi żaby, gdy idzie w ich stronę.
- bocian

Nie chodzą, lecz skaczą, nad stawem mieszkają. Gdy wieczór zapadnie, na głosy kumkają.
- żaby

Skrzydełka mam jak płatki, choć sam nie jestem kwiatem. I nad kwiatkami w słońcu wesoło fruwam wiosną i latem.
- motyl

 

3. Majowa łąka w piosence.

 

     Dzieci chętnie śpiewają, zatem zachęcamy, aby w tym tygodniu zapoznać je z piosenkami, które wiążą się z majową łąką. Słuchajcie ich wspólnie, a gdy „wpadną w ucho” pośpiewajcie razem z Dzieckiem Uśmiech.

 

 

4. „Wiem, jak wykonać wagę. Potrafię zważyć misia i lalkę – zabawa matematycznaz zakresu „Dziecięcej matematyki”.

 

     Kochani, przygotujcie misia, lalkę, klocki drewniane, klocki plastikowe, 2 torebki foliowe, wieszak lub patyk o długości ok. 30-40 cm. Proponujemy Wam zabawę matematyczną, podczas której wykonacie wagi, a potem będziecie ważyć zabawki.

Zabawę prosimy rozpocząć od zważenia w dłoniach klocków drewnianych i plastikowych, misia i lalki, stwierdzając, które z nich jest lżejsze, a które cięższe.

Konstruowanie wagi: poproście Rodziców i spróbujcie skonstruować wagę z wieszaka  lub patyka oraz dwóch foliowych torebek. Kiedy wagi będą gotowe rozpocznijcie zabawę:

Rodzic trzyma wagę, można ją także zawiesić, a Dziecko będzie ważyć:

  • ważymy klocki drewniane (Co zauważyliście? Który klocek jest cięższy?
    Po czym to poznaliście?)
  • ważymy klocki plastikowe,
  • ważymy 1 klocek drewniany i 1 plastikowy,
  • Dzieci muszą dołożyć tyle klocków plastikowych, żeby ważyły tyle samo co
    klocek drewniany  (ile kloców trzeba było dołożyć? )
  • ważymy misia i lalkę (Co jest cięższe?)
  • ważymy misia - Dzieci wkładają do foliowej torebki tyle klocków żeby ważyły tyle co miś (Ile klocków waży miś?)
  • ważymy lalkę – jak wyżej.

 

  1. 5. „W poszukiwaniu owadów” – spacer.

     Jeżeli to możliwe proponujemy, aby udać się z Dzieckiem na pobliską łąkę, polanę lub do parku. Będzie to znakomita okazja, aby Dziecko dowiedziało się, jakie owady można spotkać w tym ekosystemie. Może podejmować próby odszukania ich w trawie oraz na liściach krzewów i innych napotkanych roślin. Sugerujemy, aby zachęcać Dziecko do rozpoznawania i nazywania ich. Taki spacer stanowi wspaniałą okazję do korzystania ze szkła powiększającego oraz prowadzenia samodzielnej obserwacji. Ważne jest, aby wspomnieć o zasadach bezpiecznego przebywania wśród owadów potencjalnie niebezpiecznych, np. os, kleszczy.

 

6. Bajki edukacyjne.

 

„Wędrówki Skrzata Borówki – łąka”

 

Skrzat Borówka to edukacyjny program dla dzieci przedstawiający świat przyrody i ekologii. Najmłodsi widzowie wędrują z tytułowym bohaterem, spotykają zwierzęta i poznają złożoność natury. Skrzat Borówka w ciekawy sposób zachęca małych widzów do poznawania tajemniczego świata roślin i zwierząt. Tym razem Skrzat Borówka odwiedzi swoją kuzynkę Koniczynkę i wybiorą się razem na łąkę. Zachęcamy do obejrzenia bajki.

Link do bajki: https://www.youtube.com/watch?v=LKLf5EN1Ff4

 

„Z kamerą wśród pszczół”

 

Za sprawą tych bajek dowiesz się, jak mieszkają, pracują, co jedzą i jak żyją pszczoły. Zachęcamy na zwiedzenie ula!

Linki do bajek:

Odcinek 1: https://www.youtube.com/watch?v=LMLSxZJTNnE

Odcinek 2: https://www.youtube.com/watch?v=PX8JKShqt9c

Odcinek 3: https://www.youtube.com/watch?v=exknqkNNFGg

 

7. Pszczółka” – praca przestrzenna z wykorzystaniem papierowych rolek.

 

     Zachęcamy, aby wspólnie z Dzieckiem wykonać pszczółkę. Bazą do jej stworzenia jest rolka po papierze toaletowym. Zadaniem Dziecka jest oklejenie jej żółtym papierem, a na żółty papier należy nakleić czarne pasy. Według własnego pomysłu należy wyciąć i nakleić skrzydła oraz głowę owada, a także dorysować szczegóły jego głowy. Czułki można wykonać z papieru lub drucika kreatywnego.

 

Link do strony z proponowaną pracą plastyczną: https://stylowi.pl/52740382

 

Tłem do wykonywania pracy plastycznej może być utwór „Łąka” z cyklu „Miniatury- klasyka dzieciom”: https://www.youtube.com/watch?v=Pp4Fv0VuT2E

 

 8. „Sylaby na opak” – zabawa słowna.

 

Rodzic wypowiada nazwy wybranych elementów wiosennej łąki, wymawiając je sylabami od tyłu:

ba- ża (żaba), cian-bo (bocian), ła-pszczo (pszczoła), ka-dron-bie (biedronka), ka-łą (łąka), nik- ko, ny pol ( konik polny), tyl- mo (motyl), ty-kwia (kwiaty), wa-tra (trawa), ka-mysz (myszka), itp.

 

9. Propozycje bajek do czytania przed snem.

 

„Bajka o małym motylku”

 

Daleko w dolinie była piękna łąka, a na niej wiele kwiatów różnego rodzaju,
traw oraz krzewów. Żyło tam też wiele malutkich stworzonek: mrówki, pszczółki,
biedronki, pajączki, a także mała gąsienica. Mieszkańcy łąki znali się, żyli
ze sobą w zgodzie i nie przeszkadzali sobie. Jednak wszyscy dokuczali małej
gąsienicy, ponieważ – według innych owadów – było to brzydkie i niezgrabne
stworzenie. Mrówki śmiały się z gąsienicy, bo nie potrafiła ona podnosić takich
ciężarów jak one i nie umiała chodzić równie szybko. Pszczółki uważały,
że była niezdarna, biedronki śmiały się, że nie potrafiła latać, a pająki kpiły
z gąsienicy dlatego, że nie potrafiła plątać sieci.
Od czasu do czasu nad łąkę przylatywały piękne motyle, którymi
zachwycali się wszyscy mieszkańcy łąki. Nawet malutka gąsienica
marzyła, żeby być tak piękną i kolorową jak te wspaniale motyle. Widząc
przelatującego motyla, gąsienica pomyślała, że gdyby miała tak piękne barwy
jak ten motyl, to może wtedy inne owady nie dokuczałyby jej tak, jak do tej
pory i zaprzyjaźniłyby się z nią. Mimo starań gąsienicy, owady z łąki dalej nie
pozwalały jej się z nimi bawić i dalej śmiały się z niej.
Mała gąsienica nie miała wśród nich przyjaciół i źle się z tym czuła.
Postanowiła odejść gdzieś, gdzie nikt jej nie zna i gdzie nikt nie będzie się
śmiał z tego, jak wygląda.
Owady z łąki początkowo nie przejęły się zniknięciem małej gąsienicy,
jednak po jakimś czasie zaczęły się o nią martwić i postanowiły ją
odnaleźć. Owady przeszukały całą okolicę, ale nie znalazły gąsienicy.
Kiedy po całym dniu poszukiwań wracały do domów, zobaczyły coś
dziwnego zawieszonego na gałęzi, coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie
widziały. Kiedy kokon zaczął się ruszać, owady przestraszyły się i schowały
za pobliskie kamienie i liście.
Kokon zaczął pękać i wyłonił się z niego piękny, barwny motyl. Wszystkie
owady były nim zachwycone i chciały poznać tego pięknego nieznajomego.
Kiedy motyl opowiedział, kim jest i jak czuł się, będąc brzydką i przez
nikogo nie lubianą gąsienicą, owady przeprosiły motylka.
Od tamtej pory nie był on już samotną i brzydką gąsienicą, ale pięknym
motylem, którego już nikt nie przezywał, i miał wielu przyjaciół.

 

„Bajka o malutkiej biedronce”


Była piękna pogoda, miasteczko biedronek kąpało się w słońcu, trawa mieniła
się różnymi odcieniami zieleni, a drzewa poruszone lekkim wietrzykiem
cichutko szumiały. Był to pierwszy wrzesień, dzień, w którym mała biedronka
rozpoczęła naukę w klasie pierwszej. Od samego początku nie mogła sobie
poradzić z zadaniami, jakie mają inne biedronki w szkole. Uczą się skakać,
a następnie lecieć do góry. Nauka jest ciężka – codziennie biedronki ćwiczą
godzinami, a kiedy już się uniosą, próbują się utrzymać i powoli uczą się
dopiero kierować swoim lotem.
Biedronka była pracowita, chciała otrzymywać dobre oceny, ale
co z tego – była bardzo malutka, taka... tycia, miała mało siły i nie mogła sobie
poradzić z ciężką nauką. Inne – silniejsze i większe – dobrze sobie radziły,
tylko ona zawsze zostawała w tyle. Biedronki przezywały ją, wyśmiewały się
z niej. Bardzo się tym martwiła, chodziła zasmucona. Bała się lekcji i tego,
że nie uda jej się wzbić dość wysoko i dostanie znowu jedynkę. Najchętniej by
w ogóle nie chodziła do szkoły. Wstydziła się złych stopni i tego, że jest taka
nieudolna. Koleżanki biedronki niechętnie się z nią bawiły, nawet nie chciały
z nią siedzieć w jednej ławce ani jeść w jej towarzystwie śniadania. Mijały
dni, tygodnie, miesiące, a mała biedronka, choć robiła postępy, nadal czuła się
najsłabsza.
Pewnego razu przyjechała do szkoły komisja, w której były dwie dorosłe
panie biedronki i jeden dorosły pan biedronek. Byli to mistrzowie latania
i eksperci od zdrowia. Każda biedronka została zbadana, zmierzona, zważona.
Najdłużej badano małą biedronkę; członkowie komisji oglądali ją, kręcili
głowami, potem długo się naradzali, aż w końcu orzekli, że niektóre biedronki
są za małe i muszą chodzić do szkół dla miniaturek. One przecież już niedużo
urosną, a w starszych klasach dojdą nowe przedmioty i ćwiczenia będą
bardziej męczące. Biedronki te przecież po nauce latania pracują, transportując
żywność, takie maluszki mogą sobie nie poradzić. Postanowiono, że mała
biedroneczka przejdzie do specjalnej szkoły, gdzie też się uczą, tylko ćwiczenia
są łatwiejsze i mniej wyczerpujące.
— Ona idzie do szkoły specjalnej dla miniaturek! — wyśmiewały się
inne biedronki.
— No to co z tego? — spytała pani Biedronka, nauczycielka.
Nie umiały odpowiedzieć, ale dalej się wyśmiewały, zwracając tylko uwagę,
czy pani nie słyszy.
— Pójdę do innej szkoły — zadecydowała biedroneczka — bo tutaj, jak
widzę, mnie nie lubią.
Jak pomyślała, tak zrobiła. Nowa szkoła od razu jej się spodobała, była taka
sama jak poprzednia, a jednak inna, ćwiczenia były dużo przyjemniejsze,
a i nowi znajomi okazali się bardzo przyjaźni i pomocni. Już po kilku dniach
biedronka miała same szóstki i piątki w dzienniczku. Znalazła tam przyjaciółki,
takie same jak ona – małe i ciche biedroneczki. Bardzo lubiła chodzić do tej
szkoły, było jej tylko przykro, gdy spotykała poznanych wcześniej znajomych,
którzy dalej się z niej śmiali, pokazywali palcami i przezywali.
Kilka miesięcy później, pewnego słonecznego dnia, przez las szedł groźny
olbrzym, rzucał kamieniami na wszystkie strony i niszczył wszystko, co było
na jego drodze. Natknął się na miasteczko biedronek ukryte w wysokiej trawie
i zaczął uderzać w nie kamieniami. Ziemia zadrżała, w miasteczku zaczęły
walić się domy i nawet szkoły. Wszystkie biedronki były bardzo przerażone,
bo dorobek ich życia ulegał zniszczeniu. Trzeba się było bronić, więc solidarnie
wszystkie razem zaatakowały intruza. Pogryziony, uciekł, gdzie pieprz rośnie.
Ucieszone biedronki wróciły do swojego małego miasteczka. Wiele domów
i ulic zostało zniszczonych i zaginęły cenne przedmioty, między innymi
malutki złoty diadem królowej, która od wieków rządziła miastem. Rozpacz
wielka zapanował w miasteczku biedronek. Przedmiot ten przekazywany
był z pokolenia na pokolenie – taka była tradycja. Już nie tak ważna była
jego wartość materialna, jak sentymentalna. Przecież królowa nie może rządzić
bez diademu!
Rozpoczęły się poszukiwania. Diademu jednak jak nie było, tak nie było.
Wszystkie tunele, poza jednym, zostały sprawdzone. Do tego ostatniego nikt
nie był w stanie wejść. Tunel wił się głęboko w ziemi, był bardzo wąski, ciemny
i niebezpieczny. Mógł w każdej chwili się zawalić i pogrzebać na zawsze śmiałka.
Nikt więc nie próbował tam wejść. Tylko mała biedroneczka zdecydowała się
na ten odważny krok. I już po chwili, wąskim korytarzem schodziła niżej
i niżej. Wolno sprawdzała każdy odcinek drogi, sama była przerażona, bo było
tam bardzo ciemno. Jednak wiedziała, że diadem musi się odnaleźć. To była
sprawa honoru. Wiedziała, że teraz wszyscy liczą tylko na nią i w niej pokładane
są wszelkie nadzieje. Nie zniechęcała się więc, schodziła coraz głębiej i głębiej.
Aż w pewniej chwili zobaczyła, że coś błyszczy w ciemności. Pochyliła się i...
„hura!” diadem się odnalazł.
Kiedy wyszła, wszyscy ją podziwiali. To przecież dzięki jej odwadze królowa
mogła znów rządzić miasteczkiem biedronek.
— Jesteś niezwykle dzielna — powiedziała królowa, wręczając jej złoty
medal za odwagę.
Gratulacjom i uściskom nie było końca.
A ci, którzy kiedyś się z niej wyśmiewali, teraz wstydzili się tego bardzo.
Przekonali się, że nie jest ważne, czy jesteśmy duzi, czy mali, wysocy czy
niscy, silni czy słabi. Liczą się w życiu inne wartości, dzięki którym mała
biedronka przestała przejmować się swoimi kompleksami, a znajomi nauczyli
się traktować wszystkich z należytym szacunkiem.

 

„Biedronka ze złamanym skrzydełkiem”

 

Była wiosna, przyroda budziła się do życia. Ćwierkały ptaszki, zieleniły się drzewa, jabłonie i czereśnie wypuszczały piękne, białe i różowe, pachnące pąki. Na łące słychać było wesoły gwar- to gromadka małych owadów bawiła się w „Skaczącego berka”. 

Małe pszczółki, osy, pasikoniki i biedronki bardzo cieszyły się z wiosny. Na łące  o tej porze roku było mnóstwo kolorowych, pachnących kwiatów- znakomitych do zabawy w skakanie z kwiatka na kwiatek. Wszystkie owady były już na tyle duże, że potrafiły znakomicie skakać i latać, radości nie było końca- figle, fikołki, powietrzne piruety, latające ósemki i akrobacje wprawiały wszystkich mieszkańców łąki w radosny, wiosenny nastrój. Tylko jednej, małej biedroneczce nie było do śmiechu.

-Ach, jakbym chciała być taka jak one

Żaliła się Słoneczku, które jako jedyne zawsze się do niej uśmiechało i ogrzewało jej smutną twarzyczkę delikatnymi promykami.

Biedronka nie mogła bawić się z innymi owadami. Nigdy nie zaznała, co to znaczy latać nad łąką i przysiadać na kolorowych, pachnących kwiatach. Owszem, kilka razy gdy zaczynała latać udało się jej wdrapać na  niewielką trawkę i pofruwać z koleżankami, ale przy jednej z takich wędrówek spadła na ziemię i złamała skrzydełko. Od tamtej pory nagle wszystkie koleżanki zaczęły jej unikać. Niektóre, gdy ją widziały były bardzo smutne, rzucały szybkie „cześć” i odfruwały, żeby nie robić jej jeszcze większej przykrości tym, że potrafią tak doskonale latać, a ona nie. Ale to nie było najgorsze, były też takie owady, które nie wiedzieć czemu śmiały się z niej i robiły z niej żarty. Nie chciały bawić się z biedronką, która nie potrafi latać a w dodatku nie wygląda zbyt ładnie ze złamanym skrzydełkiem.

Tylko małej biedroneczce nie było do śmiechu. Chodziła coraz smutniejsza, czasami wspięła się na trawkę, była wtedy odrobinę weselsza, bo bliżej był jej jedyny przyjaciel- słoneczko.

-Ach kochane słoneczko, gdybyś tylko mogło świecić dzień i noc, nie byłabym taka samotna!

Żaliła się mała biedroneczka cichutko pochlipując pod listkiem koniczyny.

-Jestem taka niezdarna, nie umiem latać, nikt nie chce się ze mną bawić, tylko Ty mnie rozumiesz, ale jesteś tak daleko i nawet nie mogę się do Ciebie przytulić.

Słoneczko nie mogło dłużej patrzeć na smutek swojej przyjaciółki, wiedziało, że nie może zejść na ziemię i przytulić biedronki, ale pomyślało, że opowie jej swoją historię.

-Widzisz biedroneczko,  ja też nie zawsze miałem uśmiech na twarzy. Jestem na niebie już tyle lat, a jeszcze nikt nie zdołał się do mnie zbliżyć. Mam w sobie tyle ciepła, chciałbym się pobawić  promykami z chmurkami, mewami lub jaskółkami, chciałbym, żebyś usiadła na moim promyku i uśmiechnęła się do mnie, ale nie mogę, bo moje promienie są zbyt gorące i nikt nie wytrzymałby tego skwaru. Niektóre ptaki próbowały się do mnie zbliżyć ale niestety odfruwały obrażone z poparzonymi skrzydełkami. W dodatku spójrz na niebo, wokół mnie wszystko jest inne. Tysiące podobnych chmur, podobnych kropelek deszczu, zimą miliony podobnych śnieżynek a ja wiecznie jedno, czy lato, czy zima ale zawsze gorące i uśmiechnięte bez względu na porę roku. Cieszę się, że mogę pomagać ludziom, roślinom i zwierzątkom swoim blaskiem, że mogę rozweselić małą biedronkę ze złamanym skrzydełkiem, ogrzać wodę w rzece, pomóc rosnąć kwiatom. Odkąd uśmiecham się do innych oni odwdzięczają mi się podobnym uśmiechem. Widzę, że cieszą się opalając się na plaży, zbierając warzywa, które dojrzały dzięki mnie i kropelkom deszczu, czasami słyszę, jak siedząc przed telewizorem w deszczowy dzień mówią: „Kiedy w końcu wyjdzie słoneczko?”. Jest mi wtedy bardzo miło. Myślę sobie wtedy, że chyba tak musi być, że jestem tu na górze a moi przyjaciele cieszą się z mojego istnienia, bo wiedzą, ile radości możemy dać sobie nawzajem nawet jeśli nie mogę być z nimi na ziemi i grać w piłkę na plaży, zwyczajnie tego nie potrafię ale umiem za to wiele innych rzeczy i nie martwię się tym, że jestem inne niż wszyscy dookoła.

Biedroneczka otarła łzy, uśmiechnęła się do słoneczka i podziękowała mu za tą opowieść. Krzyknęła:

-tak bym się chciała do Ciebie przytulić!

 I ze śmiechem dodała:

-Boję się tylko, że spiekłabym sobie nosek Twoimi promyczkami:). Obydwoje zaczęli się głośno śmiać, biedroneczka wiedziała już, że nie liczy się to, jak wygląda, ale co ma w serduszku i ile może dać innym. A była przecież wesołą biedronką z mnóstwem ciekawych pomysłów, np. na zabawy, do których wcale nie potrzeba skrzydełek.

Trochę się wstydziła, kiedy pierwszy raz od wielu tygodni weszła na polanę. Ale odwagi dodał jej jasny blask słoneczka. Wszyscy się zdziwili, ale biedronka nic sobie z tego nie robiła. Kąpała się w rosie, grała na trawie kołysanki, wspinała się na źdźbła trawy uśmiechając się do słoneczka. Nagle podeszła do niej inna biedronka o imieniu Kropeczka i powiedziała:

-Nauczysz mnie tak pięknie grać na trawie?

Nasza biedroneczka ze złamanym skrzydełkiem trochę się zdumiała, ale po chwili odpowiedziała: oczywiście Kropeczko, z wielką chęcią!

Od tej pory biedroneczka miała znów mnóstwo przyjaciół, nie latała wprawdzie z kwiatka na kwiatek i nie bawiła się w latającego berka, zresztą mało kto się już w to bawił, przecież owady mają teraz nową przyjaciółkę, która ma tyle ciekawych pomysłów na zabawy bez skrzydełek. Nikt nawet specjalnie na to nie narzeka, przecież najważniejsze jest, że mogą bawić się razem z tak miłą i kochaną biedroneczką.

 

 

Zachęcamy Dzieci do wykonania kart pracy z książki „Kolorowy start z plusem” cz.4

str. 3,4,5,6,7,12,13)

 

Pozdrawiamy ciepło i życzymy dobrego czasu spędzanego razem.